Adam Grudziński

Podróże ·

Pięć lotów za 92 euro: Malaga, Gibraltar, Barcelona, Mediolan i Malta

W styczniu 2024 roku wyruszyłem w swoją pierwszą samodzielną podróż przez kilka krajów naraz. Przez dwa tygodnie latałem z Niemiec do Malagi, Barcelony, Mediolanu i na Maltę, a wszystkie bilety lotnicze kosztowały mnie razem niewiele ponad 92 euro. Po drodze spełniłem też marzenie z dzieciństwa i zobaczyłem Milan na San Siro.

Przejdź do tekstu

Dokładnie dwa lata temu, dwudziestego stycznia, wsiadłem w Düsseldorfie do samolotu do Malagi. Podróżowałem już wcześniej, ale zawsze do jednego miejsca albo w czyimś towarzystwie. Tym razem chciałem sam połączyć kilka krajów, przesiadając się z samolotu na samolot, i zaplanować wszystko od początku do końca na własną rękę.

Lubię podróżować, a jeszcze bardziej lubię próbować dogadać się z ludźmi w ich własnym języku. Hiszpańskiego zacząłem się uczyć przed podróżą do Chile, do której ostatecznie nie doszło, ale nauka została, a na tej trasie dwa przystanki z pięciu wypadały w Hiszpanii. Poliglotą nie jestem, za to najwięcej frajdy daje mi moment, w którym język przestaje być przedmiotem nauki i zaczyna po prostu służyć do rozmowy.

Plan w arkuszu

Zaczęło się od arkusza, w którym zapisywałem tanie loty: datę, godziny, skąd i dokąd, a w ostatniej kolumnie cenę. Najdroższy bilet kosztował 25 euro, najtańszy 14, a wszystkie przeloty z dwóch tygodni zamknęły się w 92 euro i 7 centach.

DataLotGodzinyCena
20.01.2024Düsseldorf → Malaga16:15–19:1525,00 €
25.01.2024Malaga → Barcelona21:50–23:2516,98 €
27.01.2024Barcelona → Mediolan13:45–15:3519,09 €
29.01.2024Mediolan → Valletta06:15–08:2014,00 €
03.02.2024Valletta → Kolonia17:50–20:4517,00 €
Razem92,07 €

Malta, Marakesz czy Jordania

Najdłużej zastanawiałem się nad końcówką. W arkuszu stały obok siebie dwa warianty na ostatni tydzień: z Mediolanu do Marakeszu albo do Valletty, w obu przypadkach z powrotem do Kolonii i za bardzo podobne pieniądze. Wcześniej w grze była jeszcze Jordania, ale odpadła przez powrót, który był horrendalnie drogi.

Z Marakeszem było podobnie, a do tego, jeśli mam być szczery, chyba trochę bałem się innego kontynentu, tak samo jak przy Jordanii. Była to przecież moja pierwsza w życiu samodzielna podróż przez kilka krajów, w dodatku samolotami, więc ostatecznie wygrała Malta.

Malaga

Do Malagi doleciałem wieczorem i z lotniska pojechałem pociągiem prosto do centrum, na stację Centro-Alameda. W Andaluzji spędziłem pięć dni, część z nich w samej Maladze. Samo miasto najlepiej wygląda z góry, z ruin twierdzy nad portem, zwłaszcza kiedy zachodzi słońce.

Adam na murku nad Malagą o zachodzie słońca, w dole ratusz i port
Malaga o zachodzie słońca. W dole ratusz, dalej port.

Malaga to miasto, w którym urodził się Pablo Picasso, więc jego prace łatwo tu spotkać. Zajrzałem też pod katedrę, której potężne, jasne mury trudno zmieścić w jednym kadrze.

Tablica stacji Malaga Centro-Alameda nad peronemBoczny portal katedry w MaladzePlakat Picassa z faunem i kwiatami za szybą
Pierwszy wieczór na stacji Centro-Alameda, katedra i plakat Picassa „Faunes et flore”.

Ronda nad wąwozem

Jeden dzień poświęciłem Rondzie, miasteczku zbudowanemu na skałach po obu stronach głębokiego wąwozu El Tajo. Oba brzegi łączy Puente Nuevo, kamienny most z końca XVIII wieku, który z dołu wygląda tak, jakby wyrastał prosto ze skały.

Kamienny most Puente Nuevo nad wąwozem w Rondzie
Puente Nuevo nad wąwozem El Tajo.

Stare miasto jest małe i spokojne. Stoi tu kościół Santa María la Mayor z drewnianą galerią na fasadzie, a na placach w środku zimy dojrzewały pomarańcze.

Ściany wąwozu w Rondzie i most w głębiKościół Santa María la Mayor w RondzieDrzewo pełne pomarańczy na tle błękitnego nieba
Wąwóz, kościół Santa María la Mayor i pomarańcze w styczniu.

Gibraltar i pomnik Sikorskiego

Dwudziestego czwartego stycznia byłem na Gibraltarze, czyli na skrawku Wielkiej Brytanii na samym południu Półwyspu Iberyjskiego. Czerwone budki telefoniczne stoją tu jak w Londynie, a na Skale mieszkają makaki, jedyne małpy żyjące na wolności w Europie. Siadają na barierkach tuż obok turystów, więc o zdjęcie z jednym z nich nie było trudno.

Adam na tarasie widokowym, za nim szczyt Skały GibraltarskiejAdam przy barierce, na której siedzi makak, w dole portCzerwona brytyjska budka telefoniczna wśród zieleni
Taras pod szczytem Skały, makak na barierce i budka jak z Londynu.

Ze Skały widać pas startowy lotniska, a zaraz za nim już Hiszpanię. Na samym południu, przy Europa Point, stoi pomnik generała Władysława Sikorskiego, który zginął w katastrofie samolotu startującego z Gibraltaru w 1943 roku. Na szczycie pomnika jest polski orzeł.

Widok ze Skały na pas startowy lotniska i hiszpańską La LíneaPomnik generała Sikorskiego z orłem przy Europa Point
Lotnisko na granicy z Hiszpanią i pomnik generała Sikorskiego przy Europa Point.

Caminito del Rey

Następnego dnia przeszedłem Caminito del Rey, szlak poprowadzony po ścianach wąwozu Desfiladero de los Gaitanes. Przez lata uchodził za jedną z najniebezpieczniejszych ścieżek na świecie, ale od 2015 roku, po remoncie, prowadzi po nowych kładkach, a każdy dostaje na wejściu kask.

Tablica z mapą szlaku Caminito del ReyAdam w niebieskim kasku na szlakuWiszący most nad wąwozem
Mapa przy wejściu, obowiązkowy kask i wiszący most nad wąwozem.

Kładki chwilami wiszą wysoko nad rzeką, która płynie dnem wąwozu, a ze ścian można zajrzeć prosto w dół. Wieczorem tego samego dnia poleciałem z Malagi do Barcelony.

Wąwóz Gaitanes z kładką przyczepioną do skały i rzeką w dole
Wąwóz od środka, z kładki.

Barcelona

Barcelona była krótkim przystankiem. Spędziłem tam niecałe dwa dni z kolegą z Argentyny, którego poznałem jeszcze w Lipsku (o latach w Niemczech piszę osobno), i był to jedyny fragment całej podróży, w którym nie byłem sam.

Adam na tle portu w Barcelonie widzianego z góryAdam na trybunie San Siro z szalikiem Forza Milan
Port w Barcelonie z góry i ja na San Siro, z szalikiem w górze.

Mediolan i San Siro

AC Milanowi kibicuję od mniej więcej 2004 albo 2005 roku, czyli jeszcze od czasów Kaki, Szewczenki, Paolo Maldiniego i Gennaro Gattuso. Te nazwiska kojarzą mi się z początkiem kibicowania, które zostało ze mną na całe życie, a od dziecka chciałem zobaczyć Milan na żywo, na San Siro. Mediolan dopisałem do trasy właśnie dla meczu, a poza nim chciałem zobaczyć jeszcze katedrę.

Do Mediolanu doleciałem w sobotę po południu, a wieczorem siedziałem już na trybunach. Milan grał z Bologną i spotkanie skończyło się remisem 2:2. Był też polski akcent: bramki Bologni strzegł Łukasz Skorupski, a relacja z tego meczu jest nadal na stronie klubu. Zwycięstwa nie zobaczyłem, ale wreszcie obejrzałem swój zespół na stadionie, o którym marzyłem od czasów tamtego składu.

Oświetlone boisko San Siro z wysokiej trybunyPełne trybuny San Siro w trakcie meczu
San Siro wieczorem 27 stycznia 2024.
Pizza z szynką, karczochami i pieczarkami na stoliku
We Włoszech nie mogło zabraknąć pizzy.

Niedzielę miałem na katedrę Duomo di Milano, którą chciałem zobaczyć niemal tak samo jak stadion. W poniedziałek o szóstej rano leciałem już dalej.

Fasada katedry w Mediolanie i plac przed niąAdam w czapce przed katedrą w Mediolanie
Duomo di Milano. Na selfie widać, że w Mediolanie było zimniej niż w Andaluzji.

Pięć dni na Malcie

Na Maltę przyleciałem w poniedziałek rano i zostałem do soboty. Valletta jest mała i zbudowana z jasnego kamienia, więc dało się ją obejść pieszo. Nad miastem góruje iglica anglikańskiej katedry św. Pawła, z murów do portu zjeżdża się windą Barrakka, a przed bramą miasta stoi fontanna Trytonów.

Iglica katedry św. Pawła w ValletcieWinda Barrakka w fosie dawnych umocnień, w dole parkingAdam nad wodą, na drugim brzegu mury obronne
Iglica katedry św. Pawła, winda Barrakka w dawnej fosie i selfie nad wodą.
Fontanna Trytonów przed bramą VallettyJachty w marinie pod hotelami
Fontanna Trytonów i jachty w jednej z marin.

Malta to jednak nie tylko kamień sprzed kilku stuleci. Niedaleko starych murów stoją szklane wieżowce, a pod nimi parkingi obsadzone palmami, i właśnie ten kontrast między klasyczną a nowoczesną zabudową chciałem złapać na zdjęciach.

Szklane wieżowce o zaokrąglonych balkonach na MalcieParking z palmami pod błękitnym niebem
Nowoczesna Malta: szklane wieżowce i palmy nad parkingiem.

Poza stolicą trafiłem na zachodnim wybrzeżu do Popeye Village, kolorowej wioski zbudowanej w 1980 roku jako plan filmu „Popeye” z Robinem Williamsem, a niedaleko stamtąd nad zatokę z piaszczystą plażą i wieżą strażniczą na cyplu. Wybrzeże to w dużej części skalne klify, a woda pod nimi była turkusowa nawet na początku lutego.

Drewniane domki Popeye Village nad zatokąZatoka z piaszczystą plażą i wieżą na cypluTurkusowa woda pod skalnym klifem z grotą
Popeye Village, zatoka na zachodnim wybrzeżu i klif z grotą.

Kto robił te zdjęcia

Adam na skalnym klifie nad morzem
Na klifie nad morzem, Malta.

Skoro podróżowałem sam, należy się wyjaśnienie, skąd na tylu zdjęciach jestem ja. Zwykle prosiłem o pomoc innych zwiedzających, a kiedy nikogo nie było w pobliżu, opierałem telefon o kamień albo wciskałem go w szczelinę w skale i ustawiałem samowyzwalacz.

Całą podróż najlepiej podsumowują magnesy: osiemnaście sztuk z Gibraltaru, Malagi, Barcelony i Mediolanu.

Osiemnaście magnesów z Gibraltaru, Malagi, Barcelony i Mediolanu ułożonych na stole
Dwa tygodnie w magnesach, od Gibraltaru u góry po Mediolan na dole.

Trzeciego lutego wieczorem wylądowałem w Kolonii. Za mną były dwa tygodnie, pięć lotów, Hiszpania, Gibraltar, Włochy i Malta, a wszystko zaczęło się od jednego arkusza z cenami biletów.