Na początku października zmieniłem kierunek. Do tej pory Algebra była przede wszystkim miejscem, przez które umawia się lekcje ze mną, a arkusze, gry i tablica stały obok jako dodatek. Teraz ma być odwrotnie: platforma ma sama przygotować ucznia do egzaminu ósmoklasisty albo matury podstawowej, także takiego, który nie umie uczyć się z książki ani z filmów, a lekcja ze mną ma być czymś wyjątkowym, nie jedynym sposobem, żeby ruszyć z miejsca. Na papierze brzmi to dobrze, tyle że każda z tych zmian otworzyła osobny front.
Platforma, która uczy, a nie tylko sprawdza
Premium kosztuje 39,99 zł za 30 dni albo 249 zł za rok. Za darmo zostają diagnoza, wszystkie arkusze, gry, teoria działów i pięć zadań dziennie ze sprawdzaniem, a Premium dokłada plan nauki ułożony z diagnozy, test po każdym dziale, powtórki błędów po jednym, trzech i siedmiu dniach, egzaminy próbne bez limitu i niedzielny mail dla rodzica. Lekcji ze mną abonament nie zawiera, także roczny, bo jedna lekcja kosztuje mniej więcej połowę rocznego planu.
Najważniejsze pytanie brzmi więc: czy platforma naprawdę uczy? Przegląd, który zrobiłem 5 października, dał niewygodną odpowiedź, bo wyszło, że Algebra bardzo dobrze sprawdza, ale mało tłumaczy. Zadań za kilka punktów i dowodów, które na maturze dają mniej więcej 45 procent wyniku, w ścieżce nauki prawie nie było, a bank zadań w ogromnej większości składał się z zadań za jeden punkt. W kolejnych dniach powstały lekcje do 170 tematów, 81 zadań rozpisanych na etapy, w tym 14 dowodów, oraz przycisk „Dlaczego moja odpowiedź jest zła?”, który pokazuje, w którym miejscu rozumowanie się rozjechało. Każda lekcja, zanim trafi na stronę, przechodzi automatyczną kontrolę rachunków.
Czy to wystarczy, żeby uczeń zdał sam, jeszcze nie wiem. Tego nie rozstrzygną moje testy, tylko pierwsi uczniowie, którzy przejdą całą ścieżkę.
Sklepy, czyli drzwi, za które się płaci
Apka działa na moim iPhonie i iPadzie (jak tam trafiła, opisałem w poprzednim wpisie), ale obcy uczeń jeszcze jej nie zainstaluje. W Google Play konto dewelopera kosztuje 25 dolarów jednorazowo, a nowe konto osobiste, zanim cokolwiek opublikuje, musi przejść test zamknięty: co najmniej dwunastu testerów przez czternaście dni. Znaleźć dwanaście osób, które przez dwa tygodnie naprawdę będą otwierać apkę do nauki matematyki, jest trudniej, niż się wydaje, dlatego każdy tester dostanie ode mnie kod na Premium.
Apple bierze 99 dolarów rocznie i stawia własne warunki. Skoro w apce można zalogować się przez Google, musi być w niej też logowanie przez Apple, a każda wersja, zanim trafi do App Store, przechodzi przegląd. Do tego dochodzą zasady płatności: kody podarunkowe na Premium realizuje się wyłącznie na stronie, a w apce nie wolno nawet wspomnieć, że Premium da się kupić gdzie indziej. Zostaje jeszcze rozmowa z księgową o tym, jak rozliczać sprzedaż przez sklepy, bo to zupełnie inny przypadek niż płatność BLIK-iem na mojej stronie.
Rolki, które ktoś obejrzy
Najwięcej prób i błędów mam za sobą przy rolkach. O siedmiu miesiącach szukania sposobu na filmy pisałem osobno, ale od tamtej pory sporo się zmieniło. Komputerowy lektor, nad którym siedziałem cały wrzesień, okazał się po prostu męczący w słuchaniu, więc 3 października zdjąłem go z rolek i zostawiłem napisy z muzyką. Codzienne quizy też się nie obroniły, bo zwykłe nagranie, na którym rozwiązuję zadanie przy tablicy, ludzie oglądali dużo chętniej. Quiz wychodzi teraz najwyżej raz w tygodniu.
Dziś powstały rolki w zupełnie nowym stylu. Punktem wyjścia była cudza rolka, którą chciałem mieć w podobnym duchu, czyli ładną, efektowną i dynamiczną. Pierwsza wersja wyglądała dobrze, ale nie pasowała do Algebry, dlatego druga łączy wygląd strony, z tymi samymi krojami pisma, granatem i błękitem, z prawdziwym nagraniem platformy w telefonie. Nad nagraniem dzieje się ruch: duże cyfry kolejnych kroków, najazdy kamery, podświetlenia przycisków i cięcia w rytm muzyki. Pięć wersji różni się tylko utworem, muzyka gra w nich ciszej niż w poprzednich rolkach, żeby nie drażniła, a ja właśnie wybieram, która pójdzie w świat.


Obok nich czeka już dwanaście materiałów o Premium, sześć rolek i sześć karuzel, które od jutra do 22 października będą wychodzić na Facebooku i Instagramie, prawie codziennie o tej samej porze.
Zaufanie, którego nie da się zaprogramować
Najtrudniejsze jest coś, czego nie zbuduję w żadnym kodzie. Uczniowie, z którymi pracuję, dobrze mówią o lekcjach, ale mówią to mnie, a pisemnych opinii, które obcy rodzic mógłby przeczytać przed pierwszym spotkaniem, nie mam. Profil Algebry na Instagramie założyłem 3 października, a na Facebooku też dopiero zbieram pierwszych obserwujących. Do tego w Szczecinie ogłoszeń z korepetycjami z matematyki jest bardzo dużo i większość z nich jest wyraźnie tańsza od moich 120 zł za godzinę. Schodzić z ceną nie zamierzam, nawet pakiety nie spadają poniżej stu złotych za godzinę, więc różnicę muszę pokazać tym, co uczeń dostaje między lekcjami. Tyle że trzeba ją pokazać komuś, kto widzi mnie pierwszy raz w życiu.
Dwa tygodnie
Na doprowadzenie strony i apki do porządku dałem sobie dwa tygodnie, do 20 października. Przegląd z 6 października rozłożył Algebrę na sześć obszarów: stronę, samodzielną naukę, poprawność matematyczną, arkusze z tablicą, gry oraz markę z aplikacją. Oceny wahały się od 6,5 do 7,5 na 10, a gotowość apki do sklepów dostała 5. Większość uwag jest już poprawiona i wydana, a po 20 października zrobię kolejny przegląd, żeby zobaczyć, czy liczby drgnęły.
Wszystko to dzieje się po godzinach, obok pracy przy projektach światłowodowych, więc każdy wieczór muszę wydać na to, co zobaczy obcy rodzic albo uczeń, a nie na poprawki, które doceniłbym tylko ja. Czy nowe rolki, Premium i apka trafią do ludzi, pokażą dopiero najbliższe tygodnie, i to nie moje testy, tylko liczby z profili i sklepów.

