Idealnym prezentem na trzydzieste urodziny było dla mnie osiągnięcie trudnego celu. Wybrałem taki, który łatwo opisać i trudno wykonać: przejść 100 kilometrów w ciągu 24 godzin.
Mega Marsch

Mega Marsch to marsze długodystansowe organizowane w kilku miastach Niemiec. Najdłuższy dystans to właśnie 100 kilometrów, na które uczestnik ma dobę. Ja wybrałem edycję München 2022. Wystartowałem 21 maja 2022 roku, dzień przed trzydziestymi urodzinami, a trasa prowadziła w góry.
Góry i noc
Sto kilometrów w dobę oznacza, że nocy nie da się ominąć. Do mniej więcej sześćdziesiątego kilometra jakoś szło, a dalej było już średnio, bo wypadł środek nocy.
Od osiemdziesiątego zaczęła się masakra. Weszły góry, a kilometry na podejściach liczą się zupełnie inaczej niż na płaskim. Do tego dopadła mnie asfaltówka, czyli durny rodzaj wysypki i podrażnień, który na początku wziąłem za odparzenie. Ostatnie dwadzieścia kilometrów było najtrudniejsze z całej trasy.




Muszle na szlaku

Po drodze mijałem mnóstwo oznaczeń Drogi świętego Jakuba, czyli szlaku do Santiago de Compostela. Na znakach powtarzała się ta sama muszla wskazująca kierunek, bo część trasy marszu pokrywała się z drogą, którą pielgrzymi idą do Hiszpanii.
Geschafft
Na metę doszedłem 22 maja, czyli w dniu, w którym skończyłem trzydzieści lat. Cały marsz trwał 23 godziny i 45 minut, więc do limitu zostało mi piętnaście minut. Dostałem medal z napisem „100 Kilometer, 24 Stunden” i dyplom z moim nazwiskiem. Stoi na nim zdanie, które organizatorzy dają każdemu, kto dojdzie do końca: „Du bist jetzt offiziell MEGA!”, czyli jesteś teraz oficjalnie MEGA.




Pod zdjęciami napisałem wtedy jedno słowo, które najlepiej to podsumowuje: Geschafft! Udało się.

Niecałe dwa tygodnie później ruszyłem w dużo wygodniejszą podróż po Niemczech, tym razem pociągami. Opisałem ją we wpisie Ponad tysiąc kilometrów za 9 euro.

