Skąd pomysł
Nikt mi tego pomysłu nie podsunął. Wziął się z tego, co sam przerabiałem przy dwóch własnych stronach: Algebrze i Spółce oraz Duostrings, stronie naszego duetu muzycznego.
Problem, który miałem sam
Wystarczyło, że chciałem zmienić jedno zdanie albo jedno zdjęcie, a już musiałem otwierać kod, szukać właściwego miejsca, poprawiać je i wgrywać stronę od nowa, przy czym czasem coś po drodze przepadało. Denerwowało mnie to, choć przecież sam tę stronę zrobiłem.
Skoro złościło to mnie, to jak musi się czuć właściciel salonu, warsztatu albo małego studia, który z kodem nie ma nic wspólnego? Takim ludziom potrzebna jest strona, którą da się prowadzić samemu, bez dzwonienia po pomoc przy każdej literówce.
Pomysł szedł zresztą dwoma torami: obok własnych nerwów przyglądałem się też, jak w sieci pokazują się mechanicy, fryzjerzy, fachowcy i firmy przy granicy. Opisuję to w osobnym wpisie Mechanik, który nie miał strony.
Zalążek był już u mnie
Po drodze zauważyłem, że obie moje strony mają w środku kawałki czegoś większego. W Algebrze zbudowałem panel z rezerwacjami, uczniami i płatnościami, a w Duostrings generator ofert w PDF i automat, który sam wysyłał maile. Na co dzień pracowałem właśnie w takim panelu i był w nim zalążek narzędzia, w którym małą firmę da się prowadzić z jednego miejsca.
Dlatego taka nazwa
Strona to dopiero pierwszy rozdział: firma się na niej przedstawia i zbiera pierwsze telefony. Potem zaczyna się reszta, bo trzeba wysłać ofertę, wystawić rachunek, przypomnieć klientowi o terminie i nikogo po drodze nie zgubić. Wszystko to dzieje się w panelu, na tym samym koncie, na którym stoi strona. Dlatego Panel Biznesu, a nie kolejny „kreator stron”.
Pomysł wynikał więc wprost z moich potrzeb, za to ustalenie, jak narzędzie ma wyglądać, zajęło mi znacznie więcej czasu.

Studio jak prezentacja
Pół roku szukania kształtu
Pierwsze strony z gotowymi szablonami dla różnych branż zrobiłem na początku marca, a pod koniec kwietnia stała już pierwsza wersja Panelu, jeszcze pod inną nazwą. Edytor był w niej formularzem, z polami po jednej stronie, podglądem po drugiej i asystentem AI do tekstów. W czerwcu doszła ankieta, która krok po kroku prowadziła do pakietu i ceny. Lipiec przyniósł konfigurator z podglądem na żywo, zarówno na komputer, jak i na telefon.
Każda z tych wersji działała, a pomysł wciąż dojrzewał. W końcu wróciłem do porównania, które chodziło za mną od dawna, czyli do prezentacji w PowerPoincie, bo poprawić ją umie prawie każdy. Po lewej są slajdy, w środku to, co widać, a po prawej ustawienia zaznaczonego elementu. Klikasz w tekst i piszesz.
Nikt nie wypełnia formularza, żeby zmienić nagłówek na slajdzie, więc dlaczego miałby to robić na stronie własnej firmy?
Wrzesień: wszystko od nowa
Na przebudowę zeszła mi pierwsza połowa września. Najwięcej zmieniło się 10 września: ruszył silnik, który składa strony z bloków, a razem z nim studio w układzie prezentacji, z podstronami i sekcjami po lewej, podglądem w środku i ustawieniami po prawej. Wreszcie można było kliknąć zdanie na stronie i od razu je poprawić.
To była dla mnie ważniejsza zmiana, niż mogłoby się wydawać, bo od początku przeszkadzało mi właśnie to, ile zachodu wymaga zwykła poprawka w tekście. Dopiero teraz edytor zaczynał odpowiadać na ten problem w sposób, który mi się podobał.
Dwa dni później usunąłem stary model, w którym każdy klient miał osobny serwer, a razem z nim zniknęło ponad sześćdziesiąt tysięcy linii kodu. Panel właściciela skurczył się z piętnastu zakładek do pięciu.
Co było trudne
Najpierw wygląd. Stary konfigurator miał jeden szkielet strony i cztery zestawy kolorów, przez co wszystkie dema wyglądały jak ten sam szablon przemalowany na inny kolor. Nowy silnik ma 14 rodzajów sekcji i 37 wariantów, przy czym wariant oznacza inny układ, a nie inną barwę. Do tego dochodzi sześć stylów i osiem palet.
Potem kolejność. Stary konfigurator najpierw zadawał pytania, a stronę pokazywał dopiero na końcu. Teraz jest odwrotnie: wybierasz branżę i szablon, w studiu wszystko jest już wypełnione tekstami, a ty poprawiasz tylko to, co ci nie pasuje.
Najwięcej czasu zjadło samo pisanie na stronie. Podgląd zapisywał się po każdej literze, przerysowywał się i gubił kursor, dlatego dziś podgląd odświeża się dopiero wtedy, gdy wychodzisz z pola. Poprawka w wersji angielskiej potrafiła wylądować w polskiej, dopóki zapis nie zaczął pamiętać, w którym języku ktoś pisze. W trybie pełnoekranowym znikały panele edycji i zostawał ładny widok, w którym nie dało się niczego zmienić, a na tabletach lista sekcji i ustawienia po prostu nie mieściły się obok podglądu, więc zamieniły się w wysuwane szuflady.

Jak to działa dzisiaj
W kreatorze wybierasz branżę, jeden z ośmiu szablonów i język, a dostajesz stronę z gotowymi tekstami po polsku, niemiecku albo angielsku. Tekst zmieniasz, klikając w niego, zdjęcie wklejasz albo przeciągasz i kadrujesz na miejscu. Jeśli chcesz zobaczyć inny układ, przycisk „Wymieszaj układy” wylosuje nowe warianty sekcji, nie ruszając przy tym treści. Cały szkic zapisuje się sam w przeglądarce pół sekundy po każdej zmianie, więc zamknięcie karty niczego nie kasuje, a w razie pomyłki można cofnąć pięćdziesiąt kroków.

To samo studio jest dostępne w panelu firmy, obok ofert i rachunków. Zmiany publikuje się jednym przyciskiem, a historia trzyma dwadzieścia wersji, z których każdą można przywrócić. Kreator otworzysz bez zakładania konta: panelbiznesu.pl/konfigurator. Więcej o całym Panelu jest na stronie projektu.

